Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, to jesteś częścią problemu- przypowieść o talentach

Teksty biblijne : Iz 40,28-31; Rz 12,1.3-8; Mt 25,14-30

Już pierwsza lektura Jezusowej przypowieści o talentach budzi nas współczucie wobec trzeciego sługi. Otrzymał on tylko jeden talent, a potem jeszcze został ukarany. Jezus celowo zachęca nas do solidarności z trzecim sługą. Dlaczego to robi? Właśnie przez niego – ten antyprzykład, pokazuje nam kiedy nasze życie jest rzeczywiście udane, nagrodzone przez Boga. Jeżeli więc tak, jak ów trzeci sługa, zakopujemy talent, to tym samym pozbawiamy się szczęścia, udanego życia. Stajemy się nieużyteczni, zamknięci w ciemności, we własnym lęku.

Przypowieść, jak pewnie wiemy z własnego doświadczenia, często jest traktowana instrumentalnie, np. nauczyciele poprzez nią chcieli pobudzać uczniów do większej efektywności. Uczniowie mają rozwijać swoje talenty. Co – oczywiście – jest prawdą, ale istotą przypowieści jest coś innego. Jezusowi bardziej chodzi nie o efektywność, ale zaufanie. Skąd taki wniosek? Zobaczymy to, gdy szczegółowo przyglądniemy się jej bohaterom.

Spróbujmy przyjrzeć się przypowieści. Występuje w niej czworo bohaterów: troje sług i ich pan, właściciel majątku. Pan udaje się w podróż. Jednak zanim wyjedzie przywołuje służących i powierza im części swojego majątku. Każdy z nich dostaje określoną część – talenty. Jeden z służących dostał więc pięć talentów, drugi dwa, a trzeci jeden. Co jest ważne – słudzy dostają talenty na podstawie swojej zdolności. Czyli powierzona im odpowiedzialność jest na miarę ich zdolności. Dwaj pierwsi słudzy gospodarzą powierzonymi im talentami, przynosząc panu podwójny zysk. Pan nagradza ich za to. Jednak należy w tym miejscu podkreślić, że nagroda jaką otrzymują jest wynikiem ich wierności i zaufania. Pan mówi do każdego z nich: “dobrze sługo dobry i wierny wejdź do radości swego pana”. Przypowieść podkreśla w tym miejscu bardzo ważną zasadę. W efektywnie gospodarzenie majątkiem nieodłącznie wpisane jest większe lub mniejsze ryzyko utraty majątku. Kto się boi ryzyka zakopuje swój talent. Tak zrobił trzeci sługa. Zastanówmy się w tym miejscu jakimi powodami mógł on się kierować się.

Po pierwsze może czuć się pokrzywdzony w porównaniu z pozostałymi współsługami. Porównując się z nimi zauważa, że ma najmniej, a co więcej, ów jeden talent wydaje się być dowodem jego niskiej wartości. Wszak każdy z sług otrzymał od pana talenty według swoich zdolności. Obdarowany jednym talentem sługa czuje się gorszy, mniej wartościowy. Dlatego wzbrania przed realizowaniem otrzymanego daru, a mówiąc inaczej – swojego życia, ponieważ nie został tak dobrze wyposażony.

Drugim powodem zakopania talentu w ziemi jest jego wyobrażenie o tym jakim jest jego pan. „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy, żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi”. Pan jawi mu się jako surowy człowiek, nie pozwalający swoim sługom na najmniejszy błąd. Jezus w tym momencie wydaje się nam mówić, że gdy nasz obraz Boga będą znaczyć takie barwy, gdy będziemy widzieć Go jako despotycznego władcę, który zbiera plon tam gdzie nie siał, to nasze życie będzie przysłowiowym “płaczem i zgrzytaniem zębów”. Zobaczcie – mimo tego, że sługa wiedział jakim jest jego pan, to i tak nie zrobił nic, aby pomnożyć majątek swego pana, choć wiedział, że otrzymał ów talent, na podstawie swoich zdolności. Strach i lęk sparaliżował go. Podobnie jest z nami. Gdy swój stosunek do Boga budujesz na lęku przed Jego sprawiedliwością, to tym samym nakładasz na swoje życie kajdany lęku, które pozbawiają cię radości życia z Bogiem. Jak podkreślają filozofowie, to jak rozumiesz swoje życie wpływa na to jak je przeżywasz. Jeżeli będziesz miał chory, zakłamany obraz Boga to sam staniesz się chorą, zagubioną we własnych lękach osobą.

Trzecim powodem zakopania talentu przez sługę jest asekuranctwo. Czyli sługa nie chce stracić posiadanego talentu. Nie chce popełnić błędu, aby ktoś mógł go skrytykować. Wybiera wydawałoby się bezpieczną bezczynność. Jednak wszystko wychodzi i tak źle. On, który tak przywarł do siebie, swojego talentu, który tak głęboko schował w końcu i tak go traci. Talent bowiem zostaje mu odebrany, a on sam wyrzucony w ciemność. Warto w tym miejscu dodać jeszcze, że przez swego pana sługa zostaje określony jako zły i gnuśnym, choć lepiej tłumaczyć ten zwrot jako zły i lękliwy. Właśnie z powodu lęku sługa nic nie zrobił. Pan wyrzuca mu, że wiedząc o jego surowości mógł talent oddać przynajmniej bankierom, co przyniosłoby jakikolwiek zysk. Sługa pokazał, ze nie umie obchodzić się z pieniędzmi. Dlatego pan zabiera mu talent, dając go temu, który uzyskał 10 talentów. Jezus przez ukazanie tak tragicznego końca historii sługi wzmacnia przekaz o krótkowzroczności asekuranckiej postawy. Po prostu: kto żyje lękliwie ten niszczy siebie.

Zastanówmy się teraz nad pytaniem: jak w perspektywie naszej wiary, życia z Bogiem odczytywać tą przypowieść?

W świetle przypowieści Bóg to ten, który obdarowuje człowieka, powierza mu siebie. Ewangelia odsłania nam wielką prawdę o Bogu, który ufa człowiekowi, zostawia mu majątek, by ten nim zarządzał. Słudzy z przypowieści to chrześcijanie, a właściwie wszyscy ludzie. Każdemu człowiekowi Bóg powierzył jakąś cząstkę siebie. To tym samym mówi nie tylko o zaufaniu, powierzeniu się Boga człowiekowi, czyli Jego wielkie miłości do nas, ale również podkreśla naszą godność. Każdemu z nas Bóg coś powierzył, darował. Jak rozumieć talenty, o których mówi przypowieść?

Ciekawą interpretację podaje tu Orygenes. Dla niego talenty to słowo Boże. Pięć oznaczałoby duchowe rozumienie Pisma Św., dwa z kolei oznaczałoby tych co obok dosłownego dostrzegają duchowy sens pisma. Jeden talent symbolizował by tych, co zwracają uwagę tylko na literę. Pomnażanie talentów oznaczało pogłębione rozumienie Pisma.

Jednak najprościej mówiąc talenty, to nasze zdolności, zainteresowania, dary duchowe dane nam przez Boga. Tak rozumiane talenty mamy pomnażać, nie zakopywać. Zakopanie talentu jest przejawem lęku, skupieniem się tylko na sobie. Można powiedzieć, że jeden talent to mało. A mało to tak naprawdę nic – tak czasem może nam się wydawać. Mam mało czasu, więc nie podejmuję żadnego zadania. Mam mało pieniędzy, więc nawet nie próbuję odkładać a tym bardziej dzielić się nimi. Mam tylko parę zwykłych umiejętności, więc nie podejmuję żadnych inicjatyw. Nie skończyłem żadnej wyjątkowej szkoły, żadnych studiów, mam jedynie zawodowe wykształcenie, więc nie zabieram głosu. Jezus mówi: nie myśl tak, “jeden” to też wiele. Tu jest ważne przesłanie dla nas: Jezus w przypowieści kładzie nacisk na inicjatywę i twórcze działanie człowieka. Oznacza to, że spełnianie woli Bożej, czyli gospodarowanie powierzonym nam majątkiem, naszymi talentami jest postrzegane przez Jezusa jako twórcza aktywność. Nie jako bierne poddawanie się, stosowanie się bez zastanowienia do instrukcji Boga. Zauważcie – pan z przypowieści zostawia tyko talenty, nie daje instrukcji ich używania. To jest odpowiedzialność poszczególnych sług. A z tego, jak gospodarowaliśmy talentami, zdamy sprawę po śmierci. Widoczne w przypowieści akcenty eschatologiczne odsłaniają przed nami czekający każdego z nas sąd. Wtedy to człowiek w Świetle Boga ujrzy jak w swoim życiu wykorzystywał talenty, czy cechowała go postawa ufności czy lęku.

Przypowieść podkreśla prawdę, że chrześcijaństwo jest ciągłym działaniem, rozwijaniem siebie i angażowaniem się w rozwój innych. Jak powiedział jeden z myślicieli “Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, to jesteś częścią problemu”. Tę prawdę podkreśla także Ewangelia. Bóg oczekuje od nas tego, że będziemy tymi, którzy są “solą i światłem świata” – tylko wtedy tak naprawdę jesteśmy naśladowcami Jezusa. Naszym zadaniem jest wprowadzanie Bożych wartości w nasze otoczenie, do naszych rodzin i znajomych, naszych domów, naszych miejsc pracy i nauki. Oparcie się na Bożych wartościach jest zawsze rozwiązaniem każdego ludzkiego problemu. Do tego wzywa nas Bóg. Bądźmy częścią Bożego rozwiązania!

Kończąc, przypomnijmy najważniejsze wnioski omawianej Ewangelii. Na co wskazuje obraz powierzonych nam talentów? W świetle nauczania Jezusa możemy śmiało powiedzieć, że obraz talentów wskazuje na zdolność człowieka do miłowania bliźniego i Boga. Wszak Boże dary, jak pisze Apostoł Paweł, skupiają się w miłości – największa jest miłość. Zdolność miłości trzeba ustawicznie rozwijać, co nie jest wolne od ryzyka. W końcu możemy zostać zranieni, ponieważ nasze gesty miłości, przyjaźni mogą zostać odrzucone, źle zrozumiane – robimy coś w dobrej wierze, a w efekcie to ranni drugiego. Ale jeżeli nie zdobędziemy się na takie ryzyko nasza zdolność do miłości marnieje – zostaje nam odjęta.

Jezusowe słowa stawiają przed nami jeszcze jedno wyzwanie. Nasza wiara, troska o więź z Bogiem, o zbawienie, nie możne być ujmowana tylko egocentrycznie. Czyli skupiamy się na indywidualnym zabawieniu, inaczej mówiąc zakopujemy dar Boga zatrzymując go tylko dla siebie. Tak postawa powoduje, że nasza więź z Bogiem, wiara i modlitwa karłowacieje, zanika. Jest jak mięsień, który gdy nie jest ćwiczony – zanika. W końcu nie można być dobrym, sprawiedliwym czy miłosiernym w samotności. Potrzebujemy drugich! Czyli tak jak miłość ma sens tylko między ludźmi podobnie i wiara. Pomnażamy zaś wiarę, gdy wszystkie nasze talenty: gościnność, nauczanie, modlitwę, uzdolnienia artystyczne i umysłowe, pracowitość i wiele innych rozwijamy dla innych.

Kolejną ważną rzeczą jest podkreślenie przez Jezusa, jak ważne jest dla praktyki naszej wiary to, w jaki sposób kształtujemy nasz obraz Boga. Jeżeli więc będą dominować w nim obrazy surowości, oddalenia, będziemy przekładać to na nasze życie wewnętrzne i społeczne. Tacy będziemy wobec siebie i innych. Dlatego dobrze uważnie wsłuchiwać się w słowa Pisma Św., i innych chrześcijan, co pomaga nam korygować nasz sposób ujmowania Boga.

Przez przypowieść o talentach Jezus zachęca nas, żebyśmy swoje życie nie opierali na lęku, lecz zaufaniu. Mamy uczyć się patrzyć pozytywnie, nie użalać się nad sobą: bo ja mam jeden talent, a ktoś inny więcej. Powinniśmy kształtować w sobie postawę wdzięczności za każdy talent, jaki mamy i dobro jakie nas spotyka. Wszystkie te dobra, jakie dostrzeżemy wokół siebie są jak “jakubowa drabina”. Drabina, po której wspinamy się do Boga, by być bliżej niego. A będąc bliżej niego będziemy bliżej samych siebie, docenimy swoją wartość. Przede wszystkim przyjmując te wszystkie dary od Boga staniem się darem dla innych ludzi. To jest ewangelia.

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Wykop
  • YahooMyWeb
  • del.icio.us

Ostatnie wpisy

Leave a Reply

This site is protected with Urban Giraffe's plugin 'HTML Purified' and Edward Z. Yang's Powered by HTML Purifier. 2898 items have been purified.